• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Walka o pokój



    Bo przecież Miśka nie może mieszkać w naszej sypialni do 18 roku życia, nie?

    Wymyśliliśmy sobie tedy śmiały plan: zabudujemy taras przy kuchni, z którego i tak nie korzystamy, bo jest osłonięty z trzech stron od wiatru i wychodzi na zachód. Brzmi to może fajnie, ale praktyka wygląda tak, że daje się z niego korzystać tylko w marcu i październiku, przez resztę roku jest albo za zimno, albo zdecydowanie za gorąco.

    Dzięki temu rozwiązaniu zyskamy dodatkowy metraż. Na dole planujemy powiększyć kuchnię i wstawić do niej duży stół, a na górze będzie dodatkowy pokój.

    Pomysł ten wpadł nam do głowy zaraz po narodzinach Miśki, kiedyśmy sobie wyliczyli, że nijak nie da się trzymać rodzeństwa w jednym pokoju, kiedy tak bardzo różnią się wiekiem i ostatnią parą chromosomów.

    Realizacja napotykała różne trudności natury biurokratycznej, nasze papiery trafiały do niewłaściwych działów, ginęły, odnajdywały się a kiedy wreszcie udało się zebrać komplet pieczątek, okazało się, że jest zima i trzeba z budową zaczekać do wiosny.

    Przyszła wiosna, a wraz z nią ekipa budowlana. Wykopali dół pod fundament i wtedy przyjechała betoniarka. Ogromna. Jak to betoniarka. Miśka obserwowała ją z końca podwórka, odgrodzona wałem wykopanej ziemi, bardzo przejęta. Oczy robiły jej się coraz większe i bardziej okrągłe w miarę jak wielki samochód zbliżał się masakrując na swej drodze gałęzie jabłonki i obramowanie trawnika. Wreszcie emocje wzięły górę i zakrzyknęła wielkim głosem: "Do domu! Do domu chcę!" - chyba po raz pierwszy w życiu, bo zwykle krzyczy, że chce wyjść z domu do ogródka. Ciąg dalszy oglądała przez okno.

    Mam nadzieję, że uda się z tą budową w miarę szybko uporać, bo na razie czujemy się jak Mosze gdy za radą mądrego rabina kupił sobie kozę.



    6 komentarze:

    1. Ha, gdyby Ci przyszło w przypływie desperacji wielkiej szukać postrachu na Miśkę, to jest w odwodzie betoniarka (straszono ponoć czarną wołgą, to i betoniarką pewnie się da) ;-)

      Remontowo bardzo rozumiem- bujam sie bez łazienki i jej wygód od ponad miesiąca, z jasnymi kropkami kilku pojedynczych dni kiedy to pojawia się losowo a to wanna, a to pralka, a to zlew... i jakos końca nie widać, a to malizna w bloku tylko...

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. U nas na razie tylko w ogródku jest masakra. Ale będzie gorzej. No i remont reszty domu też by się przydał...

        Usuń
    2. Ee, luz :) Myśmy remontowali sukcesywnie nasze mieszkanie (całe 38 metrów) przez 6 lat w zasadzie. Za wyjątkiem ostatniego etapu (kuchnia, przedpokój i całość instalacji, w tym również gazowa) mieszkaliśmy tu w trakcie tegoż remontu... remontowana była również łazienka (to etap 1 był), i ten etap robiliśmy sami, jeździliśmy codziennie przez 1,5 miesiąca myć się do teściów, bo u nas się nie dało... całe szczęście, że Jerza wtedy jeszcze nie było ;)
      I teraz weź to sobie wyobraź, to Ci się jeszcze stado kóz zmieści :D A jak będzie super jak skończą to ho ho :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. W sumie racja. Zresztą - co nas nie zabije, to nas wzmocni.
        :)

        Usuń
    3. ja w zeszłym roku mały remont robiłam. Z tym, że obejmował odklejenie tapet w kuchni i przedpokoju i robienie nowych gładzi :( dzieci wysłałam do tatusia, a ja mieszkałam w tym syfie, bez kuchni i z rozgrzebaną łazienką ( wymiana sufitu była). Codziennie przychodziłam po pracy, płakałam rzewnymi łzami i sprzątałam kurz, który był dosłownie wszędzie. A następnego dnia ... powtórka z rozrywki . I tak przez tydzień. a najlepsze w tym wszystkim jest to, ze za rok jak odłożę kasę trzeba remontować salon i sypialnie dzieciaków :(

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Straszne są te opowieści remontowe. Jak sobie pomyślę, że mnie czeka malowanie wszystkich ścian we wszystkich pokojach... Aż ciarki przechodzą.

        Usuń