• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Szczepisz?



    Zacznę od tego, że do tematu szczepień podchodzę bez histerii. 

    Często śledzę różne internetowe dyskusje, na rozmaite tematy. Słucham argumentów obu stron, sprawdzam źródła i statystyki, wyrabiam sobie własną opinię. W przypadku dyskusji o szczepieniach, poza logicznymi argumentami przekonały mnie też zdjęcia dzieci z różyczką wrodzoną. Bardzo drastyczne.
    A moje zdanie wygląda tak:

    W ujęciu lokalnym:

    Tak, to prawda. Jeśli nie zaszczepisz swojego dziecka, najprawdopodobniej nic złego się nie stanie. Taki "pasożyt immunologiczny" (nie jest to złośliwość, tylko oficjalna nazwa niezaszczepionej jednostki w szczepionym społeczeństwie) czerpie z takiej decyzji same korzyści. Jest duże prawdopodobieństwo, że chorobą się nie zarazi, bo nie będzie miał od kogo. Omija go niebezpieczeństwo powikłań poszczepiennych czy to w postaci obrzęku i zaczerwienienia (statystycznie 1 dziecko na 10 szczepionych), czy bardziej poważnych, które zdarzają się znacznie rzadziej. Na przykład porażenia po szczepionce przeciwko poliomyelitis występują z częstością 1 na milion zastosowanych dawek (dane stąd), co przy niecałych 400 tysiącach urodzeń rocznie w Polsce (dane z Wikipedii)  i 4 dawkach  szczepionki na pacjenta (jeśli dobrze policzyłam w kalendarzu szczepień) daje mniej więcej 3 przypadki na 2 lata. Niewiele, ale jednak się zdarza. 
    Rodzice tych dzieci na pewno zadają sobie pytanie "Mogliśmy nie szczepić, czemu to zrobiliśmy?". 
    Czemu więc to robimy?

    W ujęciu globalnym:

    Paradoksalnie - sukces ruchów antyszczepionkowych jest ich klęską i największym zagrożeniem. 
    Może odbić się na dzieciach, a nawet na wnukach (w przypadku chorób wrodzonych, gdy chora jest kobieta w ciąży). O ile jeden immunologiczny pasożyt zagrożenia nie czyni, o tyle większa populacja złożona z takich jednostek zaczyna być już niebezpieczna. Nie tyle dla swoich szczepionych sąsiadów, co dla samej siebie. Nawet jeden człowiek przywożący z innego rejonu świata zarazki choroby może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo dla nieszczepionego społeczeństwa. W czasach masowych podróży do najdalszych zakątków globu niebezpieczeństwo przywleczenia jakiejś zarazy jest całkiem realne. 
    I tak własnie się dzieje, tutaj można zobaczyć mapę, która pokazuje jak liczba zachorowań na choroby zakaźne zmienia się w czasie w efekcie zaniechania szczepień.  
    Niepożądane odczyny poszczepienne mają tę przewagę nad chorobami zakaźnymi, że dotyczą pojedynczych przypadków, podczas kiedy choroba wywołuje epidemię. Wracając do przykładu poliomyelitis z poprzedniego akapitu - w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku (przed wprowadzeniem obowiązkowych szczepień na tę chorobę) notowano około 3000 przypadków zachorowań rocznie, a w roku epidemii - dwukrotnie więcej (dane stąd). W porównaniu z tymi liczbami 3 przypadki porażeń na 2 lata, przy całkowitym braku zachorowań na tę chorobę (ostatni przypadek w Polsce zdarzył się w 1984 roku) wydają się statystycznie pomijalne. O ile, oczywiście, nie dotyczą nas, naszej rodziny, czy przyjaciół. 

    W praktyce:

    Szczepię. Zaszczepiłam dzieci wszystkimi szczepionkami obowiązkowymi i zalecanymi. Wzięłam pod uwagę ryzyko powikłań, ryzyko zachorowań i stwierdziłam, że nie mam zamiaru przyczyniać się do wzrostu tego ostatniego. Szczęśliwie się złożyło, że moje dzieci po szczepieniu nie miały nawet obrzęku ani zaczerwienienia. Mają za to zwiększoną odporność na wiele groźnych chorób na wiele lat. Dzięki czemu najprawdopodobniej nie zachorują na nie przez całe życie.

    Nie szczepię przeciwko grypie, ani siebie, ani dzieci. Skoro wirusy mutują tak szybko, że efekt szczepienia trwa tylko rok, uznałam, że gra nie jest warta świeczki. Zwłaszcza, że wśród mojej rodziny i znajomych liczba osób, które szczepionkę odchorowały jest porównywalna z liczbą tych, które twierdzą, że im służy.

    Nie będę Cię przekonywać czy masz szczepić, czy nie. Każdy wybór wiąże się z pewnym ryzykiem. 
    Nie życzę Ci, żebyś musiał zadawać sobie pytanie "Czemu tak zrobiłem?".
    Ale nawet jeśli to pytanie nigdy nie padnie, warto, żebyś znał na nie odpowiedź.


    19 komentarze:

    1. Dobrze, że to wszystko napisałaś, jesteś bardzo dzielna i mądra!

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Aż się rumienię, Dziękuję, bardzo się starałam, żeby dobrze wyszło.

        Usuń
    2. Bardzo ciekawy temat ;) jeśli mogę wyrazić swoją opinię to uważam, że powinno się szczepić dzieci według kalendarza szczepień i wszystkich na HCV, ale jeśli chodzi o szczepienie na grypę to odpuszczam ;)

      Pozdrawiam ;)

      OdpowiedzUsuń
    3. ludzie się nie szczepią bo ich nie stać

      Zapraszam serdecznie do mnie na nowa notkę,
      tym razem coś o moim mż
      http://iamemilia.blogspot.com/2014/05/stylazacja-mojego-meza-1.html

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Szczepienia obowiązkowe są bezpłatne.

        Usuń
      2. Tu nie chodzi o dodatkowe płatne szczepienia, tylko obowiązkowe, które są bezpłatne. My zaszczepiliśmy Majkę dodatkowo na ospę (mieliśmy darmowe w związku z tym, że chodzi do żłobka). Żadnych innych szczepień nie robiliśmy, rozważamy jeszcze zaszczepienie jej na pneumokoki i meningokoki, ale cały czas nad tym myślimy.

        A wracając do tematu głównego, to świetny tekst :)

        Usuń
      3. hmm we wtorek idę na szczepienie (podobno obowiązkowe) i od razu zostałam uprzedzona ze płatne 120zł. Chyba ktoś podjął beze mnie decyzję jakimi szczepionkami szczepię...

        Usuń
    4. dobrze napisane, zgadzam się w pełni.

      pozdrowienia :)

      OdpowiedzUsuń
    5. Jak dobrze, że są ludzie którzy myślą podobnie jak ja. Dzięki wielkie za odwagę w wyrażaniu swoich myśli i przekonań

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Nie są to znowu jakieś szczególnie rewolucyjne przekonania i okazuje się, że bardzo wiele osób myśli podobnie. Oponenci jakoś tak nieśmiało komentują (na Facebooku i w grupie dyskusyjnej, nie tutaj). A mówili mi, ze to hejterzy :)

        Usuń
    6. Też zaszczepiłam swoje dzieci, choć miałam wiele wątpliwości. Niestety starsze przeszło odrę poronną (czy jak to się tam nazywa) z wysypką na ciele i gorączką ponad 39, młodsze nie miało żadnych skutków ubocznych.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Wydaje mi się, że przez to, że u starszego dziecka wystąpiły komplikacje, decyzję co do młodszego podejmowałaś bardziej świadomie. Czy była trudniejsza? Czy bardziej, niż przy pierwszym dziecku bałaś się efektów ubocznych? A może wręcz przeciwnie, wiedząc że jeśli się nawet zdarzy, to minie, byłaś spokojniejsza?

        Usuń
    7. Wszystko byłoby prawie w porządku gdyby rodzice dzieci z NOP były wspierane przez państwo. Negatywne odczyny poszczepienne nie są zgłaszane, nie jest udzielana pomoc rodzinom - sam się muszę z tym problemem borykać. Polskie państwo ma na to wyjebane. Nie dość że stosuje się kroźby karalne z mocy ustawy to jeszcze nagabuje na kolejne szczepienia (kto dostał w łapę?). Za negatywne skutki szczepień nikt nie ponosi odpowiedzialności - cały ciężar spada na rodzica.

      OdpowiedzUsuń
    8. Ja szczepię, ale nie na wszystko i niezgodnie z kalendarzem. U Juniora tak wyszło niezależnie od naszych decyzji (to znaczy nasze wcześniejsze postanowienia zbiegły się z medycznymi przesłankami do odroczenia szczepień, więc nikt nas niczym nie straszył), u Młodej - mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby (choć pewnie oznacza to jakieś pisemka z sanepidu).

      Najważniejszy z posta jest dla mnie ostatni akapit:) Bardzo wyważony wpis, brakuje takich w temacie szczepień, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Temat budzi emocje i tłumy "nawracaczy", ludzie szczekają na siebie zupełnie bez sensu próbując zredukować nieredukowalne stanowiska.

      Z innych - czy ja się serio mogę do Ciebie odezwać na priv w sprawie fejsa?;)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Jasne, odzywaj się. Możesz na mail (jest w kolumnie po prawej stronie) albo przez wiadomość na fanpage'u fejsowym, ale maile dochodzą na pewno, a co do wiadomości na FB to nie wiem, bo nikt tam do mnie jeszcze nie pisał. Chyba.

        Usuń
    9. Jerzy jest zaszczepiony na obowiązkowe, chociaż niezgodnie z kalendarzem szczepień i parę razy dostaliśmy świstek z przychodni, co olałam. U nas było tak, że czasowo jego szczepienia się zbiegały z tymi aferami i mimo darmowych szczepionek kupowaliśmy te 'lepsze'. Słusznie, czy nie słusznie, ale miałam poczucie, że zrobiliśmy coś, żeby zminimalizować skutki ;)
      I jedyną mocną reakcję (odra i różyczka poronna na raz) miał po 'oficjalnej darmowej' szczepionce - MMR.

      OdpowiedzUsuń
    10. A jeszcze w sprawie szczepienia a autyzm, to jest chyba niezła infografika: http://demotywatory.pl/4392358/Do-wszystkich-ktorzy-uwazaja-ze-szczepionki-sa-szkodliwe-i-powoduja-autyzm (chociaż z demotywatorów, ale tak tu zostawię, żebym wiedziała, gdzie jest :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dzięki, Toresie, bardzo ciekawe rzeczy tam są.

        Usuń