• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    You give me fever



    Rano nic jeszcze nie zapowiadało problemów.


    Wręcz przeciwnie. Poranek był pasmem sukcesów. Udało się na przykład przekonać Miśkę, że kask rowerowy, mimo że ładny, nie bardzo się nadaje na wyjście do kościoła, chociażby dlatego, że nie bardzo pasuje do pantofelków z brylancikami. Miśka na szczęście nie użyła argumentu, że do kaloszków będzie pasował idealnie i pozwoliła zamienić go na bardziej konwencjonalne nakrycie głowy. W całkiem dobrym humorze czekała na brata pokrzykując "Sosanna, sosanna" i zamiatając podłogę palemką.

    Misiek na tle siostry zawsze wypada spokojnie, więc na razie jeszcze nic nie obudziło naszej czujności.
    Zwłaszcza, że z kościoła wrócił podśpiewując, zadowolony, bo spotkał dwóch kolegów i zaprosił ich na popołudnie. Śpiewał tak sobie i śpiewał, aż nagle ucichł. Zaniepokojona zajrzałam do jego pokoju i zobaczyłam, że leży w łóżku. Takie rzeczy się raczej nie zdarzają...

    No i ze spotkania z kolegami nic nie wyszło.

    Mam nadzieję, że to tylko zwykłe przeziębienie. 




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz