• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Where's the party?



    W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz - Jeremi Przybora

    Zapytałam Miśka, czy chce mieć imprezę urodzinową. Tak dla porządku zapytałam, bo co roku pytam i co roku odpowiedź jest taka sama. No ale rok dla Miśka to całkiem co innego, niż dla nas. Dla nas rok, to chwilka, mgnienie oka po prostu. Dla dziecka kawał czasu, w którym wiele może się zmienić. No i zmieniło się, bo tym razem odpowiedź brzmiała - tak, chcę. 

    Nieduża impreza, sześcioro dzieci płci obojga, wliczając szanownego jubilata oraz jego siostrę. Oraz impreza równoległa dla rodziców, bo najmłodsza z gości została zaproszona wraz z rodzicami, prywatnie naszymi serdecznymi przyjaciółmi. 

    Na kilka dni przed imprezą zaczęłam obserwować prognozę pogody. Wszystkie internetowe prognozy pocieszały, że deszczu raczej nie będzie, jedynie ICM twierdziło, że będzie lało równo przez cały dzień i jak zwykle miało rację. Bo sobota, jak sami wiecie, była jedynym deszczowym dniem pośród pasma ciepłych i pogodnych. Tak więc z przyczyn obiektywnych pomysł garden party upadł, zanim na dobre powstał. 

    W sobotę z rana szanowny jubilat był uprzejmy dostać gorączki. Mieliśmy nadzieję, że to z emocji, bo poza tym innych objawów nie było. Niestety, chyba płonne, bo gorączka, choć nieduża, nadal się utrzymuje. Po dwóch latach bez choroby to już drugi raz w ciągu dwóch tygodni i to jeszcze w takim dniu...
    Na odwołanie imprezy nie już było szans, bo nie znaliśmy numerów telefonów niektórych gości. Mamy nadzieję, że cokolwiek to jest, to nikt się nie zaraził.

    Jak to bywa z dziećmi, impreza miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale ogólnie można ją chyba uznać za udaną, bo gdy pojawiali się kolejni rodzice, żadna z pociech nie kwapiła się by pójść do domu. Impreza równoległa, choć zdecydowanie mniej żywiołowa, też wypadła fajnie. Obserwacja młodszego pokolenia to całkiem interesująca sprawa, dostarczająca ciekawych tematów do dyskusji i przemyśleń.

    Ot, choćby moment, gdy dziewczyny postanowiły schować się chłopakom.
     - Wiecie co? - zauważyła jedna z nich po dłuższej chwili - oni nas wcale nie szukają. Bawią się na górze. Chyba za dobrze się schowałyśmy...
    Spojrzałyśmy na siebie z drugą mamą.
    - Czy nie uważasz, że to jest metafora całego naszego życia?


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz