• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Na wyspie bezludnej



    czyli sztuka wyciągania wniosków na podstawie starannie dobranych założeń.

    Serwis JoeMonster.org doniósł wczoraj, że kilka lat temu w Holandii wyemitowano reality show, który obnażył bezsens feminizmu. W wyniku tego antyfeminiści triumfują a feministki posypują głowy popiołem i masowo rezygnują z życia publicznego by w domowych pieleszach zająć się dzierganiem biustonoszy na miejsce tych spalonych.

    Okazało się bowiem w tym programie, że kobiety nie są w stanie poradzić sobie bez mężczyzn, natomiast mężczyźni świetnie sobie radzą bez kobiet. W warunkach bezludnej wyspy konkretnie.

    Można by się złośliwie zastanawiać, czy występujące w programie grupy zostały wybrane w sposób sprawiedliwy, by odzwierciedlać przekrój społeczeństwa, czy też tak, by zapewnić maksymalną oglądalność, ale nie chcę sugerować, że mężczyzn pytano, czy byli skautami (czy jak się nazywa miejscowy odpowiednik) a kobiety wyłącznie o rozmiar biustu. W końcu nie było mnie tam i nic o tym nie wiem. Załóżmy, że wybrano sprawiedliwie i faktycznie statystyczni mężczyźni znają się na biwakowaniu a statystyczne kobiety wyłącznie na opalaniu.

    Czy tylko mnie korci, żeby zadać pytanie - dlaczego?

    Gdyby tak przyjrzeć się naszemu społeczeństwu - ile dziewczyn było z rodzicami na rybach, na biwaku, czy innych tego typu wyprawach? Ile z nich nauczono jak budować szałas albo rozpalić ognisko od jednej zapałki? Ilu z nich podsuwano awanturnicze powieści o dalekich podróżach, Indianach, albo podręczniki survivalu?

    Na pewno były takie. I założę się, że nie najgorzej dałyby sobie radę jako uczestniczki holenderskiego show. Ale na bezludną wyspę trafiły wyłącznie takie, którym wmówiono, że wystarczy jeśli będą słodkie, miłe a przede wszystkim ładne, a reszta jakoś się ułoży. Zwłaszcza, jeśli - podobnie jak w programie - pojawi się jakiś mężczyzna, który o nie zadba.

    Czy to aby na pewno wina feministek?

    Gdyby obserwować zwierzęta od kilku pokoleń mieszkające w ZOO i nagle wypuszczone do dżungli, łatwo można by dojść do wniosku, że zwierzęta jako takie po prostu nie nadają się do życia w lesie, bo najwyraźniej nie leży to w ich naturze.


    3 komentarze:

    1. Zgadzam się w 100% . Wydaje mi się też, że "młode"pokolenie poradziło sobie kiepsko, bo tak ich wychowano. Ale już ich matki- czyli moje pokolenie- poradziłoby sobie znacznie lepiej. Widzę jak dzieciaki w szkole bardzo liczą na pomoc w rozwiązaniu nawet prostego życiowego problemu typu: nie mam kredki, długopisu, zupa mi nie smakuje .... i co wtedy słyszę? "Proszę pani, bo .... " i oczekiwanie, że ja- dorosły- zaraz wszystko załatwię. I chyba przede wszystkim z tego wynika ta bezradność, ze sposobu w jaki wychowujemy dzieciaki .

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Sama pamiętam z własnego dzieciństwa mnóstwo zabaw, na które niekoniecznie pozwoliłabym własnym dzieciom. Te wszystkie ogniska czy wyprawy nad rzekę bez opieki dorosłych, budowanie szałasów, wspinanie na drzewa. Czy nasi rodzice bardziej nam ufali niż my ufamy swoim dzieciom? A przecież niby wiemy, że nadopiekuńczość do niczego dobrego nie prowadzi.

        Usuń
    2. też pamiętam te cudowne czasy. I staram się pozwalać dzieciakom na samodzielność , chociaż dużo nerwów mnie to kosztuje- przynajmniej czasem

      OdpowiedzUsuń