• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Kurczak w mleku kokosowym



    Nie narobisz się, a dobre.
    Nie znoszę gotować. Jest to dla mnie upiornie nudne zajęcie i kiedy nie muszę, to nie gotuję. Chronicznie łamię zasadę "Nie eksperymentuj przy gościach", bo gotuję głównie przy gościach, a jeśli już to robię, to eksperymentuję, żeby nie umrzeć z nudów.
    Wyjątkiem jest gotowanie wspólne - tu pozdrawiam wczorajszą ekipę Dnia Karaibskiego. Jedną z potraw - zupę rybną - przygotowywałyśmy razem w ramach imprezowania i zabawy było przy tym mnóstwo.

    Nie sądziłam, że na tym blogu będzie kącik kulinarny, ale życie czasem zaskakuje. Potrawy będą w stylu "jak robić, żeby się nie narobić, a żeby wyszło coś fajnego".
    Oczywiście zdjęcia potrawy nie mam, ale papryki są w przepisie, więc powyższe nie jest do końca od czapy. No to jadziem:

    Weźmij:
    kurczaka piersi dwie
    puszkę mleczka kokosowego (ja miałam 400 ml)
    paprykę czerwoną i nieczerwoną, żeby było kolorowo
    cebule 2 małe
    sól, pieprz, paprykę ostrą w proszku
    olej

    Pokrój każdą z piersi na 4 części. Obsmaż trochę po każdej stronie na oleju, odłóż do naczynia żaroodpornego, niech czeka. Cebulę posiecz drobno, zeszklij. Paprykę pokrój w kostkę, dołóż do cebuli, zalej mlekiem kokosowym. Nie wiem ile czasu trzymają to na patelni zawodowcy, ja zaczekałam, aż mleko zawrzało. Dopraw przyprawami do smaku.
    Przerzuć i przelej zawartość patelni na kurczaka. Włóż do piekarnika (ok. 210 stopni)  na 45 minut.Uwaga na paprykę, jak zostaje na wierzchu, to ma tendencję do się przypalania na czubku. Prawdę mówiąc nie wiem, czy lepiej ją podtopić w sosie na czas pieczenia, czy trzeba zmniejszyć temperaturę. Wypróbuję następnym razem, to Wam napiszę. Albo Wy mi w komentarzach, bo pewnie znacie się na tym lepiej ode mnie. W każdym razie jest dobre, nawet Babcia Bińcia się zajadała.

    A gdyby ktoś chciał poczytać więcej o gotowaniu, zapraszam na fanpage mojej siostrzenicy Tali.

    PS. O zupie rybnej też napisać?


    4 komentarze:

    1. koniecznie! ja też nie cierpię gotować - uwielbiam za to piec - równowaga w przyrodzie musi być :P

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Moja część przyrody jest pozbawiona tej równowagi...
        :)

        Usuń
    2. Bardzo podoba mi sie Twój blog, do którego zaglądam od jakiegoś czasu. Więc z chęcią nominowałam Cię do Liebster Blog Award. zapraszam do mnie po instrukcje i pytania.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dziękuję serdecznie za wyróżnienie!

        Usuń