• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    A kiss on the hand might be quite continental...



    Przyznam się szczerze - mam mieszane uczucia.


    Pocałunek w rękę nie kojarzy nam się bardzo źle. Staroświecki wyraz szacunku dla kobiet, przez niektórych zwany "cmok-nonsensem" chyba powoli odchodzi do lamusa i kojarzy nam się ze starszymi panami z kwiatem w butonierce. Zapewniam jednak, że w przypadku sześciolatków skojarzenie to jest nieuzasadnione - nie chodzi tylko o wiek, ani o brak butonierki, ale o samo nastawienie. Całowanie w rękę koleżanki, której wyraźnie się to nie podoba zaliczyłabym do takich zachowań jak ciągnięcie za warkocze, podstawiania nogi i tym podobnych, znanych pod wspólna nazwą "końskie zaloty".

    I tu wchodzimy na wyższy poziom abstrakcji.

    "Końskie zaloty" to rzecz znana od lat. "Robi tak, bo mu się podobasz" tłumaczyły nam mamy. Chciały nas pocieszyć? Podbudować? Pozwolić zrozumieć to dziwaczne zjawisko? W ten sposób zachowania, które nam się wcale nie podobały, nagle zyskiwały jakiś pozytywny wymiar, jako zawoalowane komplementy.

    I to jest bardzo źle.

    Czy zdarzyło Wam się, dziewczyny, że byłyście obiektem (dobre określenie - "obiekt" to wszak to samo z grubsza co "przedmiot", a więc "rzecz") jakichś awansów, których zdecydowanie nie miałyście ochoty odwzajemniać? I jaka była Wasza reakcja? Głos w głowie podpowiadał: "Ciesz się, robi tak, bo mu się podobasz, jesteś atrakcyjna"? Wiele z nas uda, że nie widzi. Zaciśnie zęby i przetrzyma. Jeśli zareagujemy gwałtownie, usłyszymy pewnie "Przecież ja tylko....", nierzadko okraszone jakimś przykrym komentarzem.

    Nie mów swojej córce "Robi tak, bo mu się podobasz". Powiedz: "Ty decydujesz, kto ma prawo cię dotknąć". 
    Przerwij błędne koło.




    0 komentarze:

    Prześlij komentarz