• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Podróże z dziećmi



    Kto nie przeżył, ten nie wie.
    Ja też całkiem jeszcze niedawno tkwiłam sobie w błogiej nieświadomości.

    Zanim jeszcze urodził się Misiek, podróżowaliśmy z psem. Pies uwielbiał samochód, podróże i miejsce przy nogach pasażera, czyli moich. Od czasu do czasu wskakiwał mi na kolana, żeby powyglądać przez okno. Przy jego gabarytach nie stanowiło to żadnego problemu. Sama słodycz.

    Podróże z Miśkiem też były bezproblemowe. Najczęściej jeździliśmy do dziadków. Misiek usypiał zanim dojechaliśmy do końca ulicy Sosnowej i budził się 200 km dalej, gdy zbliżaliśmy się do celu. Zresztą - nadal tak robi. Żadnego "Daleko jeszcze Papo Smerfie?" ani "Kiedy wreszcie dojedziemy?".  Jeśli obudzi się w czasie drogi, spędza czas wyglądając przez okno i często nawet nie wiemy, że już nie śpi. Raz jeden zaczął marudzić gdzieś w połowie trasy, a jeszcze nie umiał wtedy mówić. Zdecydowaliśmy się wtedy zatrzymać i wyjąć go z fotelika. Była to ze wszech miar słuszna decyzja, bo nie tylko marudzenie ustało, ale jeszcze przy okazji znaleźliśmy radio samochodowe, które nam się zawieruszyło przy wsiadaniu.

    Pierwsze krótkie przejazdy z Miśką nie zwiastowały jeszcze nadchodzącej katastrofy. Trwały zwykle po pół godziny, bo tyle zajmuje z grubsza droga do lekarza, a - jak to z małym dzieckiem - trzeba było trochę pojeździć po specjalistach. Schody zaczęły się, kiedy wybraliśmy się z pierwszą wizytą do dziadków. Powiem szczerze, kiedy w pewnym momencie Miśka zaczęła kruszyć w łapkach herbatniki i posypywać okruszkami obficie siebie oraz wszystko w zasięgu łapek, to nawet odetchnęłam z ulgą, bo przynajmniej przez chwilę przestała krzyczeć, żeby ją wypuścić z fotelika. Jakimś cudem przetrwaliśmy tamtą podróż, ale z dużym niepokojem myślę o dniu, kiedy przyjdzie nam ten wyczyn powtórzyć.

    Znacie jakieś sposoby na zabawienie dwulatki w samochodzie przez 200 kilometrów?


    2 komentarze:

    1. Kruszenie to pikuś. Choroba lokomocyjna dziecka 1,5 rocznego to jest dopiero koszmar. Bo okruszki można wysprzątać. Pawia...no też można, ale wolę okruszki. A ewentualne leki przeciwko są dopiero od 3 roku zycia.

      Tark :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Miło Cię widzieć u mnie, Tarku! A więc w międzyczasie dorobiłeś się dziecka i to półtorarocznego, no no! Masz rację, że przy chorobie lokomocyjnej większość innych atrakcji to pikuś. Zaglądaj o mnie, ja do Ciebie będę na pewno.

        Usuń