• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Podróże bez dzieci



    Od czasu do czasu, w ramach wyjazdów służbowych.

    Wróciłam wczoraj z intensywnego kursu. Kurs jak kurs, dużo wiedzy, mało czasu, miasto widziałam tylko z okien pociągu i tramwaju. Mili ludzie, marne jedzenie w kantynie, czyli wszystko jak wszędzie. Ale hotel...

    Wybrałam hotel Am Tiergarten ze względu na położenie - bliżej stacji się nie dało. Przylatywałam w środku nocy i nie chciałam plątać się po mieście bardziej, niż to konieczne. Nie bez znaczenia była też przystępna cena i darmowe wi-fi w pokojach. Jakby kto pytał - polecam. Czysto, fajnie, pokój spory jak na jedynkę. Obsługa bardzo dyskretna. Bardzo....

    Dzień pierwszy. A właściwie noc.

    Uprzedziłam mailem, że przylatuję w środku nocy. Odpowiedź: "Nie ma problemu, proszę wejść przez hotelowy bar". Gdy przyjechałam, drzwi wejściowe były otwarte. W przedsionku okienko recepcji, drzwi do części hotelowej (zamknięte) i do restauracji (otwarte). W środku ani żywej duszy. Pohałasowałam trochę, pukając i wołając "Hallo!", ale nie przyniosło to żadnych rezultatów. Kiedy ucichłam, usłyszałam głosy zza drzwi z napisem "Privat". Zapukałam (i nic), weszłam do krótkiego korytarzyka, który kończył się drzwiami do zadymionego baru, do którego wchodziło się z sąsiedniej ulicy. No racja. Napisali przecież "przez bar", nie "przez restaurację". Za barem dziewczyna w typie "mój facet jeździ harleyem", kilku klientów.

    Niemiecki znam jako tako, sporo rozumiem, nie umiem sklecić jednego zdania. Więc po angielsku:
    - Dobry wieczór, mam zarezerwowany pokój w hotelu...
    - Chłopaki, mówi który po angielsku? - zapytała barmanka klientów po niemiecku. Żaden nie chciał robić za tłumacza.
    - Hotel, schlafen - wysiliłam się lingwistycznie.
    - Ma pani zarezerwowany pokój? - zapytała dziewczyna wolno i wyraźnie.
    - Tak - odpowiedziałam po niemiecku. Też wolno i wyraźnie.
    Dziewczyna zabrała mnie przez restaurację do recepcji, zapytała o nazwisko, sprawdziła na liście, dała kartę magnetyczną, pokazała jak używać i powiedziała, że musi wracać do roboty.

    Dzień drugi.

    Zbiórka na stacji o 7:15, więc rano w pośpiechu wpadam do restauracji. Kręci się tam jakaś pani.
    - Dzień dobry, czy mówi pani po angielsku?
    - Tak.
    - Przyjechałam w nocy, chciałam się zameldować, ale teraz nie mam czasu, może być wieczorem?
    - Może.

    Wieczorem w restauracji nie było żywego ducha. W recepcji oczywiście też nie. Do baru już nie szłam.

    Dzień trzeci.

    Rano zeszłam do restauracji (bo recepcja zamknięta na głucho) i szukam kogoś. Kogokolwiek. Pani, z którą rozmawiałam poprzedniego dnia w śnieżnobiałym kitelku kręciła się po kuchni.
    - Dzień dobry, chciałam się zameldować i od razu zapłacić.
    - Ale szefowej nie ma. Może pani przyjść koło południa?
    - Nie, zaraz zaczynam zajęcia, wrócę późno.
    - Przyjmowanie pieniędzy to nie jest moja robota... - kucharka pokręciła głową
    - Nie zależy mi jakoś bardzo, żeby się zameldować. Zapłacić też nie muszę, macie numer mojej karty kredytowej. Ale bardzo bardzo potrzebuję dostać fakturę.
    - Możemy przysłać fakturę pocztą....
    - Wolałabym dostać od razu (z Francuzami po poprzednim wyjeździe walczyłam chyba ze 2 miesiące, żeby przysłali).
    - No dobrze... Mogę przyjąć pieniądze. Chociaż to nie jest moja robota. Szefowa fakturę wypisze jak przyjdzie i zostawimy ją dla pani w barze.
    - Super!

    Wieczorem bez problemu odebrałam fakturę u barmanki. Tuż potem, jak jej wytłumaczyłam, po co przyszłam. Mało sobie przy tym rąk nie wywichnęłam.

    Dzień czwarty i ostatni.

    Schodzę rano z walizką. Recepcja zamknięta. Kuchnia zamknięta, ale przy ekspresie do kawy stoi jakaś kobieta.
    - Chciałabym oddać klucz...
    - Ale ja tu jestem gościem - uśmiechnęła się kobieta.

    Z braku lepszych pomysłów zostawiłam klucz na kontuarze.

    Ale generalnie, jeśli będziecie w Karlsruhe, to polecam.


    2 komentarze:

    1. Urocze i przywraca wiarę w ludzi, c'nie? :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mo ba! A w dodatku całkiem przyjemnie się tam mieszkało.

        Usuń