• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Pics or it didn't happen!


    Pamiątki ważniejsze od wspomnień?

    Pamiętam taką sytuację, która zdarzyła się wiele lat temu. Wycieczka szkolna, siedzimy sobie gdzieś pod daszkiem czekając aż przejdzie mżawka. Nagle pojawia się tłumek postaci ubranych w jednakowe żółte peleryny przeciwdeszczowe z Myszką Miki. Najwyraźniej w dniu, w którym zwiedzali Disneyland też padało. Wszyscy mają w rękach aparaty fotograficzne. Przez chwilę słychać tylko ożywione głosy rozmawiające w całkiem obcym języku i trzask migawek, po czym tłumek znika tak szybko jak się pojawił.

     - Zwiedzanie po japońsku - wyjaśnił kumpel najbardziej z nas obyty w świecie - oni sobie potem w domu na spokojnie te zdjęcia obejrzą. Teraz nie mają czasu, bo program wycieczki napięty...
    Spojrzałam na niego sceptycznie. Mówi serio, czy nas nabiera?
     - Kiedyś w Krakowie na Rynku widziałem jak sobie stali i słuchali przewodnika, a tu nagle się Hejnał zaczął. A oni: Oooo! I cyk! cyk! cyk!
     - Hejnałowi zdjęcia robili?
    Kumpel wzruszył ramionami. Kto bogatemu zabroni?

    Ta historia przypomniała mi się dziś w szkole, podczas uroczystości ślubowania pierwszych klas.
    Liczna gromada przejętych pierwszaków i jeszcze liczniejsza grupa rodziców towarzyszących swoim pociechom w tej doniosłej i uroczystej chwili. Chwila byłaby jeszcze bardziej doniosła i uroczysta, gdyby nie tłumek ożywionych postaci z aparatami, kłębiących się w niewielkiej przestrzeni pomiędzy sceną a widownią, który skutecznie zasłaniał widzom aktorów, a aktorom widzów. Tłumek składał się głównie z tatusiów i, o ile dobrze widziałam, żaden z nich nie był Japończykiem.

    Polując na perfekcyjne ujęcie nie mieli czasu popatrzeć, ani posłuchać, bo program imprezy napięty.
    Ale to nic, oni sobie potem w domu na spokojnie te zdjęcia obejrzą.


    2 komentarze:

    1. Heh, dlatego słaba ze mnie fotoreporterka - wolę uczestniczyć, niż fotografować :)
      (Choć przyznaję, że zeszły łykend w Rzeszowie przeznaczyłam głównie na zdjęcia - ale cóż, sprzęt trzeba przetestować.)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ja też wolę uczestniczyć, niż fotografować. Potrafię sobie wyobrazić, że ktoś woli dyskretnie stanąć z boku i fotografować, zamiast uczestniczyć. Wkurza mnie jak "fotografowie" psują całą uroczystość, bo muszą zrobić 1000 jednakowych zdjęć, które potem i tak spoczną na wieki wieków na twardym dysku komputera.

        Usuń