• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Minął sierpień, minął wrzesień



    znów październik i ta... jak jej tam...

    Wychodzi na to, że nie da się dłużej ignorować faktu, że lato się skończyło. Robiłam co mogłam w tym kierunku, ale kiedy kilka dni temu zobaczyłam szron na szybach i liściach, uznałam, że trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Zwłaszcza, że te liście nie były już zielone.

    Jesień, jak żadna inna pora roku, skłania do refleksji nad przemijaniem. Bo choć każda pora roku wiąże się ze zmianami, to jesienią są to zmiany głównie na gorsze. No, może poza zmianą czasu na zimowy, bo dzięki temu można wstawać godzinę później. 

    Na razie jest pięknie - niebo bez żadnej chmurki, słońce i wspaniałe kolory, ale wieloletnie doświadczenie podpowiada, że nie długo będzie nam dane się tym cieszyć. I aż się sama dziwię skąd u mnie ten pesymizm. Jakoś w tym roku myślę o przemijaniu częściej niż kiedykolwiek w przeszłości. 

    Misiek tej jesieni poszedł do pierwszej klasy. Niby zmiana niewielka, bo chodził do zerówki w tej samej szkole, ale mimo wszystko - inna klasa, inna pani, inne dzieci. Z klasy zerówkowej został tylko jeden kolega. Popołudnia Misiek spędza na świetlicy i ma tam ulubionego kolegę z równoległej klasy. Razem bawią się w szkole i odwiedzają w domach. Możliwe, że to początek pięknej przyjaźni.

    Miśka też obserwuje zmiany i komentuje je w swoim własnym języku, bo po naszemu niewiele jeszcze mówi, choć prawie wszystko rozumie. Nie bardzo podoba jej się to, że przed każdym wyjściem do ogródka trzeba zakładać na siebie mnóstwo rzeczy, że nie wolno już siadać na trawie, a szczególnie mocno oprotestowała fakt, że z ogródka znikła trampolina. Pewnie myśli, że to na zawsze. 

    Próbuję wyobrazić sobie jak to jest, nie wiedzieć, że przyjdzie słota, a potem mróz. Nie wiedzieć, że przyjdzie wiosna.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz