• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Miejski tor przeszkód



    Są zdarzenia, które zmieniają nasz sposób widzenia świata. Na zawsze, lub przynajmniej na trochę.

    Jednym z takich zdarzeń jest niewątpliwie spacer z dzieckiem w wózku. Wystarczy jedna taka wyprawa i inaczej będziesz patrzeć na:

    1. Schody.
    Przy czym przyznaję, mieszkając w domku z ogródkiem w porównaniu z mieszkańcami czwartego piętra bez windy nie wiem o schodach nic. Zdaje się, że powyżej czterech pięter winda już musi być, w związku z czym w moim mieście są praktycznie wyłącznie czteropiętrowce. Przy schodach na czwarte piętro wszystkie inne to pikuś, ale nawet 3 schodki mogą dać się we znaki jeśli projektant i wykonawca wykażą się odpowiednią dozą ułańskiej fantazji. 
    Przykładem kreatywnego podejścia do tematu były jeszcze jakiś czas temu schody prowadzące z przystanku autobusowego do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Pamiętam, że kiedy wysiadłam z autobusu z wózkiem, w którym smacznie spał sobie Misiek, to na widok schodów aż jęknęłam, bynajmniej nie z zachwytu. W zasięgu wzroku nie było żadnego podjazdu a zmasakrowana trawa wzdłuż schodów pozwalała odgadnąć w jaki sposób radzili sobie inni pacjenci. Na szczęście teraz z przystanku do głównego budynku prowadzi podjazd, co pozwoliło odetchnąć z ulgą rodzicom, a i trawa wygląda dużo lepiej. Dobrze, że ktoś wreszcie wpadł na ten pomysł, jedyne 30 lat po otwarciu szpitala.

    2. Transport publiczny.
    Znajoma czekała kiedyś z dzieckiem w wózku na autobus. Kiedy podjechał, próbowała wejść, ale sama nie dała rady, pasażerowie ani kierowca nie pospieszyli z pomocą i autobus po prostu odjechał bez niej.
    Aż takiej ekstremalnej przygody nigdy nie miałam, może dlatego, że rzadko jeżdżę autobusami, ale zdarzyło mi się wysiąść dwa przystanki wcześniej niż planowałam, gdy zobaczyłam, że z autobusu wysiada miły pan, który wcześniej jako jedyny ruszył się żeby pomóc mi wsiąść. Bałam się, że bez jego pomocy będę musiała zostać w autobusie na zawsze. Moment, kiedy trzeba zostawić wózek na środku autobusu, żeby iść do kierowcy kupić bilet, to oddzielny horror.

    3. Sklepy.
    Do niektórych trzeba wchodzić po schodach i te odpadają od razu. Są też małe sklepiki, do których z wózkiem nie sposób się wcisnąć, więc nie próbuję. Zostawianie wózka ze śpiącym dzieckiem przed sklepem jest nie na moje nerwy, więc ten pomysł odrzucam od razu. Pozostają supermarkety (od mnie dość daleko) i sklepy na tyle przestronne, żeby dało się wjechać. Choć różnie bywa. 
    Kiedyś w całkiem przestronnym sklepie, w którym akurat nie było żadnego innego klienta, sprzedawczyni obrzuciła mnie wzrokiem zwykle przeznaczonym dla kogoś kto z braku chusteczki do nosa użył wigilijnego obrusa i jęknęła: "Ale z wózkiem to mi tu pani nie wchodzi...". Z wózkiem, czy bez, więcej tam nie poszłam. Dla równowagi - sprzedawca w innym sklepie zawsze wychodzi zza lady, żeby otworzyć mi drzwi gdy wychodzę (z wózkiem, znaczy), a jeśli zauważy mnie wystarczająco wcześnie, to również wtedy, gdy wchodzę.

    4. Samochody parkujące a chodnikach.
    Te, które zostawiają tylko tyle miejsca, żeby szczupła osoba dała radę przejść bokiem. Dla osoby idącej z wózkiem to barykada nie do przejścia. Chociaż... Czasem kusi, żeby spróbować. A jak się samochód trochę zarysuje, to trudno.

    A Wy macie swoje "ulubione" przeszkody?


    1 komentarze:

    1. My mieszkamy na trzecim. W czteropiętrowym bloku. Mogłoby być gorzej, zawsze to jedno piętro ;)
      Ale w związku z tym nie mam kompletnie pojęcia PO CO kupiliśmy wózek. Chyba jakiś taki owczy pęd, a wiadomo, w ciąży jasność myślenia trochę kuleje.
      Osobiście _sama_ tego wózka nie użyłam ani razu. Czasami w weekendy (czyli jak główny tragarz=mąż był w domu) szliśmy na spacer 'z wózkiem', ale to też tylko czasami.
      A nie, przepraszam, kłamię. Używałam wózka, żeby dziecko werandować na balkonie w przypadku niemożliwości wyjścia normalnie na spacer...

      A poza tym tylko i wyłącznie chusta. Wiem, że nie wszyscy są przekonani, ale dla mnie to było zbawienie :) Mały uwielbiał być chustowany, ja uwielbiałam go nosić w chuście - podsumowując -wszyscy zainteesowani zadowoleni ;)

      A co do pkt nr 3 - też bym w takim sklepie więcej zakupów nie zrobiła ;)

      OdpowiedzUsuń