• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Poranki




    Każdy inny, wszystkie takie same.

    W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, że trzeba zwlec się z łóżka i wyłączyc ten cholerny budzik. Dla mnie moment ten przychodzi od poniedziałku do piątku punktualnie o godzinie szóstej. Niby regularnie, ale i tak za każdym razem jestem zaskoczona, że to już.
    Kluczem do sukcesu jest stały poranny rozkład zajęć - kiedy każdy z grubsza wie co ma robić i kiedy, wszystko idzie szybciej i sprawniej.
    Element chaosu wprowadza Miśka, która nigdzie się nie śpieszy i wydaje się być urażona faktem, że nie poświęcamy jej tyle uwagi, ile by chciała. Ona jedna dźwiek budzika wita z entuzjazmem i cieszy się niby mały szczygiełek, że zaczyna się nowy wspaniały dzień.
    W tygodniu nie jadamy razem śniadań, niestety. Nie jemy ich też w samotności, w kuchni zwykle znajdują się dwie osoby, podczas gdy trzecia cieszy się, bo w łazience może korzystać z chwili prywatności. Czwarta osoba snuje się po całym domu, zwykle jednak też wybiera okolice kuchni, bo w przeciwieństwie do swojego brata niejadka jest strasznym łasuchem.
    Bardzo przydatnym porannym (i wieczornym też) gadżetem jest minutnik. Spełnia on tylko jedno, ale za to bardzo ważne zadanie - dzięki niemu Misiek wie, ile czasu ma myć zęby. Od czasu, kiedy go używamy, życie stało się nieco prostsze.
    A Wy, jakie macie patenty na ogarnięcie porannego chaosu?


    2 komentarze:

    1. Minutnik? Nigdy bym nie wpadła na taki patent. Patentu na chaos poranny nie posiadam, mam wrażenie, że Chaos to piąta osoba w rodzinie u Nas.
      Kasiu, ogromne buziaki posyłam.

      OdpowiedzUsuń
    2. Minutnik sprawdza się świetnie, co potwierdziła pani dentystka podczas ostatniej wizyty - wszystkie zęby nadal w porządku (i oby tak dalej).

      OdpowiedzUsuń