• Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny!

    Pierwsze dni z Miśką



    Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, więc na wszelki wypadek spodziewaliśmy się wszystkiego. 

    A tymczasem nie zdarzyło się nic. W każdym razie - nic, czegośmy się obawiali. Dominującym uczuciem u Miśka była ciekawość, nie dostrzegliśmy najmniejszego śladu negatywnych emocji skierowanych ku siostrze. W stosunku do nas był trochę naburmuszony i zbuntowany, całkiem jakby chciał sprawdzić naszą wytrzymałość - "A czy będziecie mnie wciąż kochać jeśli..." Trwało to kilka dni, czy tygodni, nie pamiętam dokładnie. Wciąż kochaliśmy, więc w końcu minęło.

    Wszystkie poradniki mówią: Nie porównywać. Zmodyfikowaliśmy trochę tę zasadę, porównywaliśmy, podkreślając wszelkie podobieństwa, oraz nieszkodliwe różnice. To znaczy takie, których nie dało się ująć w kategoriach "lepiej-gorzej". Po kilka razy dziennie oglądaliśmy albumy ze zdjęciami pierwszych tygodni Miśka. Podkreślaliśmy, że poświęcamy dużo czasu dzidzi "bo dzidzie takie już są, trzeba ciągle coś przy nich robić. Ty też taki byłeś".

    Wraz z rozwojem sytuacji przybywało zasad. Misiek wie (bo mówimy mu o tym często, na wypadek gdyby sam nie zauważył), że z racji starszeństwa ma liczne przywileje, takie jak własny pokój, z którego może wyprosić siostrę, kiedy tylko zechce. Dzięki czemu prawie nigdy tego nie robi. Nie musi udowadniać siostrze, kto tu rządzi, bo wiadomo, że z racji starszeństwa, światowego obycia i doświadczenia życiowego rządzi on. I trzeba przyznać, że są to rządy łagodne i sprawiedliwe. W każdym razie przez większość czasu. 

    Pewnego razu siedzieliśmy razem, zajmując się każde własnymi sprawami. Nagle Misiek zapytał:
    - Mama, a ty urodzisz jeszcze jakieś dziecko?
    - Raczej już nie.
    - Szkoda. Bo fajnie mieć siostrę, ale ja bym jeszcze brata chciał.


    0 komentarze:

    Prześlij komentarz